Stało się. Cuda się zdarzają i po wielu perypetiach otrzymałem pozytywną walidację! A na koniec tej części historii Windows Marketplace dla mobilnych urządzeń chciałem opisać kilka ostatnich dni i zdarzenia jakie się wydarzyły oraz podsumować w mojej opinii firmę GeoTrust.
Ale od początku. Siedem dni temu wysłałem dokument do GeoTrust z kopią prawa jazdy i podpisem. Cierpliwie czekałem i nie popędzałem GT myśląc, że cała procedura musi trochę zająć (choć nie do końca w to wierzyłem, bo do czego może się sprowadzać przeczytanie jednej fotokopii).
Trzy dni temu Microsoft wysłał powtórnie emaila z opisem kroków wymaganych do walidacji o treści zaczynającej się od słów:
Follow the steps below to complete the identity authentication process: [...]
Trochę mnie on przeraził bo zdawało mi się, że znowu coś poszło nie tak i Microsoft będzie wymagał powtórnej procedury. Dla niezorientowanych powiem tylko, że pewne kroki muszą się zamknąć w określonym przedziale czasowym inaczej cała procedura jest powtarzana. Odpisałem do wsparcia w jakim celu wysyłają tego emaila oraz o fakcie mojego oczekiwania na telefon weryfikujący, dostałem taką odpowiedź (z kopią do GeoTrust):
Hi Jakub, sorry about too much communication but until you get completely vetted, your Marketplace status points out that we need to reach you again.
Geotrust, can you follow up with Jakub with a call?
Poczekałem kolejne dwa dni i otrzymałem telefon od operatora z GeoTrust (nie uważam się za osobę biegle mówiącą po angielsku ale wymowa operatora była tragiczna, na granicy mojej percepcji). Call center poinformowało mnie, iż w przeciągu godziny otrzymam emaila z potwierdzeniem. Oczywiście tak się nie stało.
Dzień później znowu wbijam się na LiveHelp w GeoTrust z zapytaniem dlaczego nie otrzymałem potwierdzenia. Jeniffer informuje mnie, iż oczekują na reakcję europejskiego oddziału.
W nocy dostaję informację z Microsoft o pozytywnej walidacji.
Po całym procesie walidacji muszę zwrócić honor firmie Microsoft. Jak na spokojnie przeanalizowałem sobie cała sytuację i wszystko co się zdarzyło to wniosek mi wychodzi tylko jeden, że za ślamazarność procesu nie odpowiada wcale firma Microsoft ale GeoTrust. To ona popełniała błędy, przeciągała wszystkie kroki, ciągle na coś czekała albo coś wykonywała i bez “przypominania” nie wykonywała żadnych posunięć. Na LiveHelp zdarzało się iż trzy razy byłem przekierowywany do nowego operatora, któremu tłumaczyłem zdarzenia kolejny raz. Już przy pierwszej mojej wpadce z błędem w emailu, kiedy to GT wysłał pod zły adres emaila z dokumentami do weryfikacji pomyślałem sobie, że tak naprawdę w GT mają to gdzieś (w emailu literówka dotyczyła nazwy domeny, która nie istnieje; więc email musiał do nich wrócić).
Tak czy inaczej dziś zgłosiłem Pocket Blip i Pocket Demotywatory do certyfikacji i pewnie podzielę się z wami moimi wrażeniami dotyczącymi tej części procesu.
A żeby bardziej pozytywnie zamknąć ten wpis, to powiem tylko że rozmawiałem z ^zuezuo (SpeedAlarm) i on nie miał takich perypetii jak ja, podobno jedna rozmowa na LiveHelp w GeoTrust załatwiła wszystkie jego bieżące problemy. Ale ja już tak mam, że swoimi działaniami udowadniam wszystkie prawa Murphiego a nawet tworzę nowe.
PS: Notabene walidacja w słowniku Microsoft nazywa się vetting co oznacza lustrację, ale chyba w naszym kraju źle się kojarzy, dlatego nie używam tego określenia.




2 ResponsesLeave one →
Leave a Reply